„Są
takie słowa, których nigdy nie nauczę się literować.”
Przeczytałam
ją w jeden dzień i była po prostu piękna.
Na
całą gamę zalet, które później opiszę, są dwie wady. Pierwsza nie boli mnie tak
bardzo – zmiana oryginalnej okładki. Wolałabym, żeby ją zostawili taką, jaka
była, jednak to zdjęcie jest naprawdę dobrze zrobione i pasuje do całości.
Tytuł jednak już jest kompletnie inną bajką. Może i w pewien sposób podsumowuje
fabułę, jednak nie jest ani trochę tak dobry jak oryginalny. Nie rozumiem,
czemu to zrobili, po co im to było, ale mnie się to nie podoba. Angielski tytuł
ma coś w sobie (choć jest nieco długi), bo przekazuje czytelnikowi, że książka
ta jest głównie o podróży i poznawaniu samego siebie oraz świata. Przedstawia
też piękną historię przyjaźni i więcej.
Głównymi
bohaterami są Arystoteles, czyli Ari, chłopak posiadający wiele zasad oraz
Dante, ten, który nawet gdy płacze, jest piękny. Poznają się oni pewnego lata,
kiedy to pierwszy z nich postanawia nauczyć się w końcu pływać. Oczywiście, jak
zrządzenie losu chciało, akurat jest tam nasz przystojniak i oferuje mu pomoc.
Tym sposobem zaprzyjaźniają się, a ich oddanie dla siebie nawzajem szybko
przekracza przyjętą granicę. Prowadzi to do pewnych zdarzeń, które mają ogromny
wpływ na życia każdego z nich oraz na łączącą ich więź. Wymijają się po drodze,
błądzą, szukają siebie samych i tego drugiego.
Styl
pisania nie jest najwyższych lotów. Żadna książka z kategorii Young Adult nie dorównuje choćby dla przykładu Dostojewskiemu, ale "Inne zasady lata" jest zdecydowanie lepiej napisana od niektórych „bestsellerów”,
które według mnie są na poziomie fanfiction (a często nawet niższym). Z
początku miałam wrażenie, że dialogów jest nieco za dużo, bo przeważały nad
opisami, jednak w miarę zagłębiania się w tę historię zauważyłam, że nadaje to
akcji dynamiczności. Nie ma miejsca na zbędne przedłużanie. Można powiedzieć,
że „wszystko płynie”, a czytelnik zostaje porwany w ten nurt zdarzeń.
Postacie
uzupełniają się nawzajem. Każda z nich jest osobnym elementem układanki, która
po złożeniu w całość nabiera właściwych kształtów. Osobiście kocham takie
powieści. Wszyscy coś wnoszą do historii, nawet jeśli pojawili się na zaledwie
kilka stron, co doprowadza do tzw. efektu domina. Jedna coś zrobiła, druga się
obwiniała, a wszyscy byli nieszczęśliwi przez ich nieszczęście. Najbardziej
jednak podobała mi się relacja Dantego i Ariego, którzy to mieli na siebie
nawzajem największy wpływ. Przemiana ich obu od początku do końca jest
niesamowita. Każda wewnętrzna rozterka, każda rozmowa, każda walka z
przeciwnościami – wszystko to razem złożyło się na ukształtowanie charakterów
tych dwóch chłopaków. Dlatego właśnie najpiękniejszym aspektem tej książki było
pokazanie, że można zwyciężyć przeciwności losu.
Trzeba
być dobrym człowiekiem, lojalnym przyjacielem, rozpychać się łokciami i
kolanami, a przede wszystkim nie można się wstydzić tego, kim się jest.
Nieważne, czy chodzi o orientacje, czy o kolor skóry, czy o religię, którą się
wyznaje. Tylko bycie sobą pozwoli nam na doznanie wolności i szczęścia.
Gorąco polecam. Płakałam dwa razy, ale nie jestem typem osoby, która się nie wzrusza, więc nie powinno to nikogo dziwić. Wielu z was na pewno też płakało, a jeśli jeszcze nie czytaliście, na pewno się wam to przytrafi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz